piątek, 6 marca 2015

Dzień, w którym umarłam - Belen Martinez Sanchez


Diletta od zawsze wiedziała, że jest inna niż jej rówieśnicy. Nie wyróżnia jej tylko kolor oczu, ale również to, że widzi dusze zmarłych. I bez tego jej życie nie należy do najłatwiejszych. Rodzice rozwiedli się, straciła brata, a teraz jej mama ponownie chce wyjść za mąż. Nie ma zbyt wielu przyjaciół tylko Noah i bliźniaki - Febe i Hama, dla innych jest tą nudną o niewidzącym spojrzeniu, bo bardziej pasjonuje ją kino niż imprezy. 
Pierwszego dnia nowego roku szkolnego wpada na kolegę ze szkoły – Aloisa. Nikt oprócz niej go nie widzi. Niechcący ją rani i jest to początkiem jej kłopotów. Do te pory stosowała się do reguły: zachowywać się tak, jakby nie istniały. Niestety dusze zaczynają ją ścigać co w ostatecznie prowadzić do jej przedwczesnej śmierci. Diletta nieświadomie znalazła się w centrum rozgrywki między Aniołami i Demonami. Co zrobi Diletta? Po czyjej stanie stronie, gdy fakty z jej przeszłości ujrzą światło dzienne?

Książka wciąga, porywa w fascynujący świat życia po śmierci. Autorka choć posłużyła się popularnym motywem walki dobra i zła osiągnęła zadziwiająco dobry efekt. Książka jest przewrotna, bo to co powinno być dobre nie jest wcale takie piękne i wspaniałe, a świat Aniołów okazuje się brutalny i smutny. Po przeczytaniu jakiś 50 stron miałam chwilę zwątpienia, ale kontynuowałam lekturę. Nie żałuję. Miałam pewne wątpliwości co do głównych bohaterów, jednak dalsza lektura całkowicie je rozwiała. Może nie jest to najlepsze książka tego typu, którą czytałam, ale na pewno jedna z ciekawszych pozycji. Pomysł na epilog dla mnie jest pięknym podsumowaniem całej książki. Niestety nie jest to seria tylko pojedyncza książka. 


Moja ocena 7/10


Tytuł: Dzień, w którym umarłam
Autor: Belen Martinez Sanchez
Oryginalny tytuł: Lilim 2.10.2003
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 384
Gatunek: fantastyka